Treść właściwa
| Hiszpania odłona pierwsza... |
Madrid - our love(21-28 października 2006) Doczekałyśmy się. Gdy samolot wzbijał się w powietrze, nie wierząc we własne szczęście żegnałyśmy Warszawę. Celem naszego lotu było miasto, które marzyło nam się od dawna – Madryt. Szanse zobaczenia go otrzymałyśmy dzięki udziałowi w projekcie Sokrates Comenius. Razem z nami w podróż do ojczyzny Corridy udały się nauczycielki angielskiego pani Wiączek i pani Omachel oraz absolwentka naszej szkoły Monika Zielińska. Na pokładzie samolotu czas płynął nam dużo szybciej niż się spodziewałyśmy i niebawem byłyśmy na miejscu. Na lotnisku oczekiwała na nas przemiła rodzina pochodzenia filipińskiego, u której zamieszkałyśmy. Czas spędzany z nimi upływał nam na poznawaniu okolicznych zabytków, rozmowach oraz różnych innych mniej lub bardziej aktywnych zajęciach. Wiele zasad panujących w Hiszpanii bardzo nas zaskoczyło. Mieszkańcy tego miasta jedli w ciągu dnia trzy posiłki: śniadanie (7 rano), lunch (15 po południu) i obiad (22-23 wieczorem). Z opowieści Vanessy (dziewczyny, u której mieszkałyśmy) dowiedziałyśmy się o bardzo nietypowych dla nas regułach panujących w szkole (lekcja trwa 50 minut, nie trzeba zmieniać obuwia, ilość nieobecności nie wpływa na ocenę końcową itp). Niebawem mogłyśmy same się o nich przekonać, gdyż w poniedziałek (23 października) przyszłyśmy do liceum Lope de Vega, gdzie w szkolnym teatrze odbyło się uroczyste powitanie wszystkich uczestników projektu. Oprócz naszej warszawskiej grupy byli jeszcze reprezentanci z Wodzisławia Śląskiego, Turcji, Słowacji, Rumunii, Bułgarii i Hiszpanii z nauczycielami. Kolejne dni spędzaliśmy razem na wycieczkach w różne ciekawe zakątki Madrytu i jego okolic. Zwiedziłyśmy takie miejsca jak Palacio Real (Zamek królewski), Retiro Park, Muzeum Prado (galeria z dziełami takich słynnych twórców jak Peter Paul Rubens, Francisco de Goya czy Pablo Picasso), Segovia (pobliskie miasteczko, w którym atrakcją turystyczną jest akwedukt) oraz Santiago Bernabeu (stadion Realu Madryt – najbardziej utytułowanego klubu piłkarskiego na świecie). Pewnego dnia podczas spaceru udało nam się nawet spotkać prawdziwą księżniczkę. Dostąpiłyśmy zaszczytu uściśnięcia dłoni księżniczki hiszpańskiej Kristiny, która w ten sposób podziękowała nam za skromny datek na wsparcie działalności Czerwonego Krzyża. Podczas zwiedzania zaprzyjaźniłyśmy się ze wszystkimi uczniami i non-stop rozmawiałyśmy po angielsku. Był to dobry sprawdzian naszych umiejętności. Jak się później okazało wszyscy nauczyciele chwalili poziom języka polskich uczniów, więc panie chyba były z nas dumne. Im dłużej byłyśmy w Madrycie, tym bardziej nie chciałyśmy wracać do domu. Odczucia innych uczestników były podobne, lecz niestety już w czwartek musiałyśmy pożegnać słowacką delegację, która wylatywała do Koszyc w piątek rano. Nasz lot powrotny wyznaczony był na 15:15 w sobotę (28 października). Z ciężkim sercem rozstawałyśmy się ze znajomymi z innych krajów, lecz najtrudniejsze było pożegnanie z rodziną, która nas gościła. Droga powrotna strasznie się nam dłużyła i wcale nie była tak przyjemna jak poprzednia. Na Okęciu byłyśmy około godziny 19, gdzie czekali na nas nasi bliscy. Powrót do szkoły nie był i dalej nie jest łatwy. Bardzo tęsknimy za wszystkimi poznanymi w Madrycie ludźmi i mamy nadzieję, że jeszcze kiedyś się spotkamy. Od dnia powrotu często oglądamy zdjęcia i piszemy do nich maile i chyba nigdy nie zapomnimy tych 7 dni, które były dla nas spełnieniem marzeń…
Karolina Goździkiewicz i Zuzia Kuc (3A), |




